
Miałam pewien mały problem ostatnio. Otóż, postanowiłam wreszcie pozbyć się mojej starociarni i wyrzucić na śmietnik wszystko, co niepotrzebne. Ale tutaj zastałam pewną przeszkodę - nie mogłam po prostu tak wyrzucić na śmietnik ogromnych przedmiotów, które nie mieściły się do żadnego normalnego worka na śmieci. Obiecałam sobie, że nie będę już gromadzić zbędnych rzeczy, ale pewne decyzje trzeba podjąć.
No to zaczęłam myśleć, gdzie mogę je zostawić. Jestem członkiem spółdzielni mieszkaniowej, więc pomyślałam, że może mogę umieścić je gdzieś na terenie wspólnoty? Ale zaraz, zaraz, przecież to nie jest takie proste!
Z radością sięgnęłam więc po artykuł “Wystawianie przedmiotów wielkogabarytowych przez lokatorów spółdzielni mieszkaniowych”. Myślałam sobie, że to będzie jakaś krótka notatka z 2-3 zdankami. No cóż, kompletnie się pomyliłam. To było tak wydłużone, jak spacerek z babcią, która lubi zatrzymywać się na wszystkich ławkach, żeby zasiąść na chwilę. Co prawda, mój humor rósł z każdym przylepionym zdaniem, ale nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby przeczytać całą tę epopeję na temat wystawiania swoich megalistów w spółdzielni.
Artykuł zaczynał od tego, że jest absolutnie konieczne uzyskanie zgody wspólnoty mieszkaniowej na wystawienie takich przedmiotów. No, ale jak to możliwe? Czy ja jako współwłaściciel mojego mieszkania nie powinnam mieć prawa do decydowania o tym, co zrobić ze swoimi przedmiotami? Czy muszę oddać swoją wolność, razem z starą kanapą i gruszkami w rozsypce na podwórko mojej spółdzielni?
Ale na szczęście autor artykułu mi podpowiedział, że “taka procedura pozwala uniknąć wszelkich sytuacji niekorzystnych dla mieszkańców”. No tak, bo przecież takie miłe jest przechodzić przez proces uzyskiwania zgody na wystawienie swojego garbusa, które zaczyna się od pójścia do biura spółdzielni, złożenia prośby na piśmie i czekania na decyzję wspólnoty, która może potrwać nawet kilka tygodni. A potem, oczywiście, jest jeszcze kwota opłaty za umieszczenie przedmiotu na terenie spółdzielni. Czyż to nie jest ekscytujące? Czy nie zabawnie, że muszę zapłacić, żeby wyrzucić swoje śmieci na terenie mojej wspólnoty mieszkaniowej?
Ale oczywiście, najważniejsze jest to, że te przedmioty powinny być wystawione w sposób "bezpieczny" i "nie powinny stanowić zagrożenia dla innych mieszkańców". Chcę wiedzieć, kto rzeczywiście zajmuje się określaniem, co jest "bezpieczne" i co jest "zagrożeniem". Czy te moje szklane wazony mogą się wziąć i zacząć rzucać w innych ludzi? Czy ten stary fotel ma jakiś ukryty talent do atakowania przechodniów?
Ale najzabawniejsze jest to, że przecież na co dzień przez te drzwi wejściowe, których klamki dotykają wszyscy mieszkańcy, przechodzą bagaże dozorowane przez samego Belzebuba. I oczywiście kurczak, którego trzymałam przez 20 minut na swoim balkonie, jest większym zagrożeniem niż wszyscy cieterabajterowie, którzy siedzą w naszych wspólnych windach i zarażają nas głośnymi oddechami i dziwnymi zapachami.
Tak, drodzy czytelnicy, czy wiesz już, jak bardzo jesteś chroniony przed niebezpiecznymi skutkami wystawiania swoich przedmiotów wielkogabarytowych na terenie spółdzielni mieszkaniowej? Czy potrafisz sobie wyobrazić, jak bezpieczni i szczęśliwi jesteśmy dzięki tej procedurze? Może warto zorganizować festiwal filmowy i uhonorować reżyserów tej wymagającej i napiętej produkcji, jaką jest "Wystawianie przedmiotów wielkogabarytowych przez lokatorów spółdzielni mieszkaniowych".
No cóż, w końcu muszę przyznać, że ten artykuł zdał egzamin w jednym - udało mu się porwać moje zainteresowanie i rozśmieszyć mnie po pierwsze razem w życiu podczas czytania przepisów. A przecież przepisy spółdzielcze to takie ciekawe i zabawne lektury. Wieczorny relaks z artykułem "Wystawianie przedmiotów wielkogabarytowych przez lokatorów spółdzielni mieszkaniowych"? Brzmi jak idealna rozrywka na długie zimowe wieczory!
