
Od wtorkowego wieczora, 31 października, strażacy z różnych jednostek walczą z ogromnym pożarem, który objął składowisko tekstyliów w Kamieńcu, niedaleko Lęborka, w województwie pomorskim. Służby informują, że gaszenie pożaru może zająć nawet kilka tygodni, a sytuacja na miejscu jest nadal bardzo poważna.
To nie pierwsza interwencja strażaków w tym miejscu. W ciągu ostatnich trzech lat służby interweniowały tam ponad 30 razy. Co więcej, jak podkreślają przedstawiciele straży pożarnej, ogień nie wybuchał tam samoistnie. Aktualnie nie wiadomo, czy przyczyną pożaru jest podpalenie, jednak przeszłość składowiska budzi poważne obawy.
Strażacy do walki z ogniem wykorzystują setki ton wody, pompowanej z odległości około 3 km. Na miejsce sprowadzono również koparki, które pomagają w gaszeniu płomieni. Bryg. Piotr Krzemiński z Państwowej Straży Pożarnej w Lęborku informował, że na miejscu rozwinięto już 6 km węży, którymi płynie 5 ton wody na minutę.
Pożar wywołał ogromny słup dymu, a smród spalenizny jest wyczuwalny nawet kilka kilometrów od miejsca zdarzenia. Na składowisku w Kamieńcu znajduje się nawet 60 tys. ton tekstyliów, co sprawia, że sytuacja jest wyjątkowo trudna i niebezpieczna. W akcji gaśniczej uczestniczy obecnie około 100 osób.
Mimo trudnych warunków pracy, strażacy mogą liczyć na wsparcie lokalnej społeczności. Mieszkańcy przynoszą im jedzenie i napoje, starając się w ten sposób pomóc w heroicznym wysiłku służb.
Sytuacja w Kamieńcu jest nadal dynamiczna i niepewna. Wszystkie służby są w pełnej gotowości, a strażacy robią, co mogą, aby jak najszybciej opanować żywioł. To kolejny już w tym roku poważny pożar składowiska tekstyliów, który pokazuje, jak wielkim wyzwaniem dla służb ratunkowych jest walka z tego typu katastrofami. Czas pokaże, jak długo potrwają działania gaśnicze i jakie będą tego konsekwencje dla środowiska i lokalnej społeczności.