repository/images/article/3784.jpg

Jak zbudować grupę mieszkańców, która działa, a nie tylko narzeka? To pytanie zadaje sobie dziś wiele osób w spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych. Narzekanie jest łatwe: na hałas, śmieci, brak miejsc parkingowych, zieleń, zarząd. Trudniejsze – ale o wiele bardziej satysfakcjonujące – jest wspólne szukanie rozwiązań. Dobra wiadomość jest taka, że każdą, nawet najbardziej zniechęconą grupę mieszkańców, można krok po kroku zamienić w społeczność, która współpracuje, ufa sobie i realnie zmienia swoje otoczenie.

Pierwszy krok to zmiana perspektywy: z „oni” na „my”. Zamiast mówić „oni nic nie robią”, warto zacząć od pytania: „co my możemy zrobić?”. Wspólnota zaczyna się od kilku osób, które zdecydują, że chcą spróbować. Nie trzeba od razu wielkich projektów – wystarczy mały, konkretny cel: uporządkowanie rowerowni, odmalowanie klatki, zorganizowanie sąsiedzkiego spotkania. Kluczowe jest, by zamiast skupiać się na problemach, szukać pierwszego, małego sukcesu, który pokaże mieszkańcom, że razem naprawdę można coś zmienić.

Bardzo pomocne jest stworzenie niewielkiej, nieformalnej grupy inicjatywnej – 3–5 osób, które będą „silnikiem” działań. To nie muszą być „społecznicy z doświadczeniem”. Często świetnie sprawdzają się zwykli sąsiedzi: mama z dzieckiem, emeryt, student, ktoś pracujący zdalnie. Ważne, by w tej grupie były różne temperamenty: ktoś, kto lubi rozmawiać z ludźmi, ktoś dobry w organizacji, ktoś, kto potrafi napisać maila czy post na grupę. Ta mała ekipa daje sygnał: „ktoś się tym zajmuje”, ale jednocześnie otwiera się na innych i zaprasza do współpracy.

Kolejny krok to zadbanie o komunikację. W wielu spółdzielniach ludzie nie działają nie dlatego, że im się nie chce, ale dlatego, że… nic nie wiedzą. Warto połączyć różne kanały: prosty plakat na klatce, kartki w skrzynkach, grupę na komunikatorze, tablicę ogłoszeń w widocznym miejscu. Język komunikatów powinien być ciepły i zapraszający, bez urzędniczego tonu. Zamiast „Zarząd informuje o zebraniu mieszkańców”, lepiej napisać: „Spotkajmy się, żeby wspólnie zdecydować, co poprawić w naszym bloku. Każdy głos jest ważny”. Ludzie chętniej przychodzą na spotkania, na które czują się zaproszeni, a nie wezwani.

Żeby grupa nie była tylko forum do narzekania, każde spotkanie warto prowadzić w sposób uporządkowany i nastawiony na rozwiązania. Dobrą praktyką jest prosty schemat: 1) Co jest problemem? 2) Jakie mamy możliwe rozwiązania? 3) Co konkretnie robimy i kto za to odpowiada? Jeśli ktoś mówi: „wszędzie jest brudno”, można dopytać: „Gdzie dokładnie? Co możemy zrobić w ciągu najbliższego miesiąca? Kto może porozmawiać z administracją, a kto pomoże przy sąsiedzkim sprzątaniu?”. Dzięki temu rozmowa nie kończy się na frustracji, tylko przekłada na działanie.

Świetnym sposobem na budowanie wspólnoty są małe, sąsiedzkie wydarzenia, które nie wymagają dużych pieniędzy. Przykłady? Kiermasz rzeczy z drugiej ręki na podwórku, wspólne sadzenie kwiatów przy wejściu do klatki, dzień sąsiada z ciastem i kawą, wymiana książek w korytarzu, wieczór planszówek w salce spółdzielni. W jednej z warszawskich spółdzielni grupa mieszkańców zaczęła od „sąsiedzkiej ławki” – zrzucili się na ładną ławkę pod blokiem, a potem regularnie organizowali przy niej spotkania. Po roku mieli już wspólną skrzynkę na rośliny, mini-biblioteczkę i grupę na komunikatorze, w której codziennie ktoś coś proponował.

Warto też pokazywać dobre przykłady i doceniać zaangażowanie. Jeśli ktoś z sąsiadów odmalował ścianę w piwnicy, posadził kwiaty czy pomógł starszej osobie – pochwalmy to na tablicy ogłoszeń czy w grupie mieszkańców. Proste „Dziękujemy pani Ani za piękne kwiaty przy wejściu do klatki – cieszą oczy nas wszystkich” działa lepiej niż niejeden apel. Ludzie chętniej się angażują, gdy widzą, że ich wysiłek jest zauważony, a nie przyjmowany jako coś oczywistego. Z czasem tworzy się kultura: „u nas się docenia, u nas się pomaga”.

Nie można też zapominać o współpracy z zarządem spółdzielni czy administracją. Działająca grupa mieszkańców to nie „opozycja”, ale partner. W wielu miejscach udało się wypracować prosty model: raz na kwartał spotkanie przedstawicieli mieszkańców z administracją, wspólne ustalanie priorytetów, wspólne pisanie wniosków o dofinansowanie (np. na plac zabaw, zieleń, ławki). W jednej z łódzkich spółdzielni mieszkańcy zaczęli od listy trzech najpilniejszych potrzeb: oświetlenie parkingu, remont chodnika, stojaki na rowery. Dzięki temu, że mówili jednym głosem, udało się szybciej przekonać zarząd do działania.

Budowanie grupy, która działa, wymaga cierpliwości. Zawsze znajdą się osoby, które będą tylko krytykować, nie proponując nic w zamian. Zamiast z nimi walczyć, lepiej skupić się na tych, którzy chcą choć trochę pomóc. Ważne, by nie brać wszystkiego na siebie – jeśli jedna osoba robi wszystko, szybko się wypali. Dlatego przy każdym działaniu warto dzielić zadania na małe kroki: ktoś drukuje plakaty, ktoś rozkleja, ktoś zamawia wodę na spotkanie, ktoś robi zdjęcia. Dzięki temu więcej osób czuje, że „to też ich zasługa”.

Jeżeli chcesz, by w Twojej spółdzielni powstała grupa, która działa, możesz zacząć już dziś od bardzo prostych kroków. Napisz krótką kartkę i powieś ją na klatce: „Szukam sąsiadów, którzy chcą wspólnie zadbać o nasz blok. Spotkajmy się w sobotę o 11 przy wejściu. Porozmawiamy o tym, co możemy zrobić w tym roku”. Załóż niewielką grupę na komunikatorze dla chętnych. Zaproponuj jedną, konkretną inicjatywę na start: wspólne sprzątanie, sadzenie kwiatów, spotkanie sąsiedzkie z kawą. Po wydarzeniu koniecznie podsumuj: pokaż zdjęcia, podziękuj, zapytaj, co robimy następne.

Każda wspólnota zaczyna się od kilku osób, które uwierzyły, że „tu może być lepiej”. Twoje podwórko, klatka, blok – to miejsce, w którym spędzasz część życia. Masz prawo chcieć, by było przyjazne, zadbane i pełne życzliwych twarzy. Zrób pierwszy krok: porozmawiaj dziś z jednym sąsiadem, zaproponuj małe działanie, zgłoś się do rady osiedla, napisz do administracji, że chcesz współpracować, a nie tylko zgłaszać problemy. Im więcej osób poczuje, że „to nasze wspólne miejsce”, tym mniej będzie narzekania, a więcej realnych zmian. I właśnie od Ciebie może się to zacząć.