
Frekwencja na walnych zgromadzeniach członków spółdzielni mieszkaniowych od lat pozostaje jednym z kluczowych wskaźników zaangażowania społeczności lokalnych w zarządzanie swoim otoczeniem. Z danych zebranych przez wybrane duże spółdzielnie w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i na Śląsku za lata 2022–2024 wynika, że na walne zgromadzenia przychodzi zazwyczaj od 5 do 15 proc. uprawnionych członków. W mniejszych spółdzielniach, liczących do 500 członków, frekwencja bywa wyższa i sięga 20–30 proc., natomiast w największych, przekraczających 5 tys. członków, często nie przekracza 7–8 proc. Zdarzają się również przypadki, w których poszczególne części walnego zgromadzenia muszą być powtarzane z powodu braku kworum, choć po zmianach przepisów w wielu spółdzielniach wystarczy obecność nawet niewielkiego odsetka członków, aby podejmować ważne uchwały.
Przedstawiciele zarządów spółdzielni, z którymi rozmawialiśmy, wskazują na kilka głównych przyczyn niskiej frekwencji. Po pierwsze, wielu członków nie utożsamia się ze spółdzielnią jako wspólnotą, traktując ją raczej jako administratora budynków niż organizację, w której współdecyduje się o kierunkach rozwoju osiedla. Po drugie, walne zgromadzenia odbywają się często w dni robocze, w godzinach popołudniowych lub wieczornych, co utrudnia udział osobom pracującym zmianowo, seniorom o ograniczonej mobilności czy rodzicom małych dzieci. Po trzecie, materiały na walne – projekty uchwał, sprawozdania finansowe, plany remontów – są dla części członków zbyt obszerne i napisane językiem specjalistycznym, co zniechęca do aktywnego udziału w obradach. Z kolei część działaczy spółdzielczych i przedstawicieli rad nadzorczych zwraca uwagę, że niska frekwencja sprzyja utrwalaniu się stałych układów personalnych i ogranicza rotację we władzach.
Inaczej sytuację postrzegają aktywni członkowie ruchów lokatorskich i nieformalnych inicjatyw osiedlowych. W rozmowach podkreślają oni, że nawet przy niskiej frekwencji walne zgromadzenie pozostaje jedynym miejscem, gdzie można formalnie zgłaszać wnioski, zmieniać statuty, odwoływać członków organów czy blokować inwestycje budzące kontrowersje. Zwracają uwagę, że w ostatnich latach – zwłaszcza po pandemii – część spółdzielni zaczęła wprowadzać rozwiązania ułatwiające udział w walnych: wcześniejsze udostępnianie dokumentów w internecie, transmisje online obrad (bez możliwości zdalnego głosowania) czy organizowanie zebrań w kilku turach, bliżej poszczególnych osiedli. Według danych z wybranych spółdzielni takie działania potrafią podnieść frekwencję o kilka punktów procentowych, szczególnie tam, gdzie równolegle toczą się spory dotyczące czynszów, termomodernizacji lub zabudowy wolnych terenów.
Eksperci zajmujący się spółdzielczością mieszkaniową wskazują, że poziom frekwencji na walnych zgromadzeniach ma bezpośredni wpływ na legitymację podejmowanych decyzji. W praktyce oznacza to, że o wielomilionowych inwestycjach, zmianach w zasadach rozliczania mediów czy sprzedaży majątku spółdzielni decyduje często kilka procent członków. Część prawników postuluje doprecyzowanie przepisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, tak aby ułatwić wprowadzenie bezpiecznego głosowania zdalnego, co mogłoby zwiększyć udział osób młodszych i pracujących poza miejscem zamieszkania. Z kolei przedstawiciele części zarządów obawiają się, że zdalne głosowania mogą utrudnić weryfikację tożsamości i sprzyjać konfliktom. Niezależnie od tych różnic, zarówno władze spółdzielni, jak i organizacje lokatorskie zgadzają się co do jednego: bez wzrostu frekwencji na walnych zgromadzeniach trudno będzie mówić o realnym współdecydowaniu członków o kierunkach rozwoju ich wspólnot mieszkaniowych.
