repository/images/article/3660.jpg

Zimą często słyszymy, że na klatce schodowej „jest za chłodno” i że „powinno być jak w mieszkaniu”. Tymczasem z punktu widzenia energooszczędności i kosztów ogrzewania całego budynku, klatka schodowa musi być wyraźnie chłodniejsza niż lokale. W mieszkaniu potrzebujemy komfortu – siedzimy, odpoczywamy, dzieci bawią się na podłodze. Na klatce schodowej tylko przechodzimy, zwykle w kurtce i butach. To trochę jak z przystankiem i autobusem: oczekujemy ciepła w autobusie, ale nie ma sensu ogrzewać całej ulicy do tej samej temperatury. Klatka schodowa pełni głównie funkcję komunikacyjną i ochronną (oddziela mieszkania od mrozu), a nie mieszkalną. Dlatego normy i zasady racjonalnego gospodarowania energią zakładają, że tam temperatura może być niższa – zwykle w okolicach 10–14°C, podczas gdy w mieszkaniach zaleca się 20–22°C w pokojach dziennych.

Warto zrozumieć, co dzieje się z ciepłem w budynku. Ciepło „ucieka” tam, gdzie jest zimniej – z cieplejszego miejsca do chłodniejszego. Jeśli klatka schodowa byłaby ogrzewana prawie tak samo jak mieszkania, różnica temperatur między mieszkaniem a zewnętrzem zmniejszyłaby się tylko nieznacznie, ale za to ogromnie wzrosłaby powierzchnia, przez którą ciepło ucieka. Ogrzewalibyśmy nie tylko swoje mieszkanie, ale też duże, wysokie przestrzenie, często z wielkimi drzwiami wejściowymi, które są regularnie otwierane. To jak próba ogrzania garażu tak samo jak salonu – technicznie możliwe, ale bardzo drogie i mało rozsądne. Utrzymywanie na klatce umiarkowanego chłodu działa jak bufor: z mrozu wchodzimy do chłodniejszej, ale nie lodowatej strefy, a dopiero potem do ciepłego mieszkania. Dzięki temu budynek zużywa mniej energii, a rachunki za ogrzewanie dla wszystkich mieszkańców są niższe.

Zasady energooszczędności w spółdzielni mieszkaniowej opierają się na wspólnym interesie. Koszty ogrzewania części wspólnych – w tym klatek schodowych – rozkładają się na wszystkich. Jeśli podniesiemy temperaturę na klatce o kilka stopni „dla wygody”, to nie jest tak, że płaci za to tylko jedna osoba, której jest zimno. Płacą wszyscy, także ci, którzy wolą niższe opłaty zamiast „domowego” ciepła na schodach. Dodatkowo przegrzewanie klatek schodowych sprzyja przesuszaniu powietrza, a przy częstym otwieraniu drzwi – powstawaniu przeciągów i większym stratom ciepła. Dlatego zarządcy budynków starają się znaleźć rozsądny kompromis: na klatce ma być na tyle ciepło, by nie było wilgoci, zamarzania instalacji czy niebezpiecznych oblodzeń, ale na tyle chłodno, by nie marnować energii.

Dobrze jest też pamiętać, że budynek to system naczyń połączonych. Jeśli dom zużywa mniej ciepła dzięki niższej temperaturze na klatkach, łatwiej jest utrzymać stabilne, komfortowe warunki w mieszkaniach. Mniej energii zużytej na przestrzenie wspólne to większa szansa na niższe opłaty lub uniknięcie podwyżek w przyszłości. W praktyce oznacza to, że akceptując chłodniejszą klatkę schodową, dbamy o własny portfel i o sąsiadów – dokładnie tak, jak gasząc światło w piwnicy czy zamykając drzwi wejściowe zimą. Kluczowe pojęcie, które warto zapamiętać, brzmi: klatka schodowa to strefa przejściowa, a nie mieszkalna. Ma być bezpieczna, sucha i umiarkowanie ogrzana, ale nie tak ciepła jak salon – bo wtedy wszyscy płacimy za ciepło, z którego praktycznie nie korzystamy.