repository/images/article/84.jpg

W administracji spółdzielni osiedli często napotyka się na skargi dotyczące bezdomnych, co stawia urzędy na najniższym poziomie administracyjnym w trudnym położeniu. Jeśli bezdomni stwarzają jakiekolwiek zagrożenie, to jest to kwestia, w którą powinna zaangażować się straż miejska.

Pracownicy wspólnot mieszkaniowych oraz spółdzielni uważają, że ze swojej strony zrobili już praktycznie wszystko, co było możliwe. Na większości osiedli zainstalowano domofony przy drzwiach wejściowych. Niestety, bezdomni, udając pracowników roznoszących ulotki lub w inny sposób, potrafią przedostać się na klatki schodowe i stamtąd do piwnic lub na strychy w blokach, gdzie nocują.

Problemem dla mieszkańców bloków nie byłoby to, gdyby nie dwie kwestie. Bezdomni często spożywają alkohol na klatkach, zakłócają spokój i nękają przechodzących lokatorów. Lokatorzy z kolei obawiają się, że bezdomni mogą zaczynać pożary na klatce, ponieważ śpią, przykryci gazetami, a dodatkowo używają papierów do ogrzewania. Innymi słowy, nie są to przyjaźni sąsiedzi. Wielu mieszkańców jest smutnych z powodu trudnego losu bezdomnych, ale nie można dopuścić do sytuacji, w której grupa bezdomnych stanowi zagrożenie dla pozostałych lokatorów.

Spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty stoją przed problemem, który próbują rozwiązać na miarę swoich możliwości. Nie mają one możliwości umieszczania krat wszędzie, na przykład przy wejściach na strych, ponieważ przepisy wymagają zachowania przejść w przypadku zagrożenia pożarowego.

Straż miejska nie patroluje klatek schodowych w nocy, aby wypędzić niechcianych gości, reaguje dopiero w przypadkach, gdy lokatorzy zgłoszą rzeczywiste zagrożenie.

Problem polega na tym, że bezdomni niechętnie korzystają z ośrodków opieki społecznej i wolą zajmować klatki schodowe, zanieczyszczając je i niepokojąc przy tym wszystkich mieszkańców.